6 lipca 2017

Sztuka doceniania życia

Witam Was Kochani,

Prawie 4 miesiące nie obecności na blogu.
Zniknąć nie zniknęłam. Ten blog to takie moje małe miejsce w sieci gdzie od czasu do czasu mogę się podzielić moimi przemyśleniami, opowiedzieć coś ciekawego w rytmach mojej pasji lub napisać fotorelacje z naszych podróży :)
I tak bardzo to lubię robić! Nawet jeśli miesiącami mnie tutaj nie ma, to sentyment do tego miejsca wciąż pozostaje.
Tak odnośnie bloga to niedługo ruszy mój blog fotograficzny gdzie będę umieszczać fotorelacje z sesji zdjęciowych i fotoreportaży ślubnych. Blog będzie dostępny na mojej foto stronie www.nataliasawa.pl
 Jeszcze muszę na niego troszkę poczekać bo stroną zajmuje się mój mąż po swojej pracy, ale zdecydowanie nie mogę się doczekać kiedy będę mogła opowiadać o każdej sesji z osobna.
Zawsze dane spotkanie z aparatem i moimi klientami jest inne i wyjątkowe na swój sposób i czuję nieodłączną chęć opowiadania o tym w postaci treści oraz zdjęć :)

Dzisiejszy post będzie opowiadał o tym, że nie warto nigdy rezygnować ze swoich celów i marzeń, a także o tym, że trzeba doceniać każdy dzień swojego życia.
Ostatnie kilka miesięcy pokazały mi, że można! Wystarczy tylko chcieć i pełną determinacją dążyć do tego. To co się działo przez ostatnie miesiące tak bardzo dało mi odczuć, że wszechświat lubi Nam sprzyjać gdy tylko mu na to pozwolimy, że zdradzę Wam troszkę co takiego u mnie się wydarzyło i jak do tego podeszłam, że pozwoliłam aby działo się dobrze :)

Długo poszukiwałam swojej drogi zawodowej. Troszkę błądziłam to tu, to tam, aż ostatecznie doprowadziły mnie do mojej pasji.
To właśnie fotografia tak mnie spełnia i uskrzydla.
Jestem pewna tego co robię i w tym czuje się najlepiej.
Bo najpiękniejsze jest robić w życiu to co się kocha!
Ten rok przyniósł dużo przełomowych zmian. Wróciłam do fotografii, pochłonęła mnie pasja, która sprawiła, że odżyłam i dostałam porządnego kopa pełnego motywacji.
Założyłam własną fotograficzną działalność gospodarczą, którą wciąż rozkręcam i rozwijam.
Koniec końców po tych różnych przygodach z pracodawcami sama sobie jestem szefem, jestem na swoim i to było dla mnie najlepsze rozwiązanie bo nie wyobrażam już sobie pracować u kogoś...
Za dużo podejść, za dużo zawodów.

Odebraliśmy też mieszkanko, które urządzamy sobie po swojemu.
 W między czasie czeka nas trochę podróżowania gdzieś bliżej i gdzieś dalej.
 Dzieje się, dużo się dzieje. Ale to dobrze, bo nie lubię stać w miejscu ;)

Co jeszcze przyniesie ten rok?
Tego nie wiem. Najwyraźniej rok 2017 lubi mnie pozytywnie zaskakiwać. Być może to sprawka tego oto notesiku, który sumiennie pisałam rano i wieczorem przez ponad miesiąc. Od tamtej pory zaczęło się układać po mojej myśli, a wszelkie plany się ziściły. W końcu z czasem pozytywne myślenie zaczęło być u mnie codziennością.
Taki nawyk innego myślenia przychodzi z czasem i podkreślam to mocno, wraz z lekcją bo tego nie da się nauczyć ot tak. Zwłaszcza gdy wiara w siebie i pozytywne myślenie nie były wcześniej moją mocną stroną :P

Ostatnie tygodnie uświadomiły mi jedno - doceniaj każdy dzień swojego życia bo może być za późno.
Niedawno w bardzo krótkim czasie straciłam ukochanych dziadków. 
Nie zdążyłam się pożegnać ani z babcią ani z dziadkiem. 
Nadal za nimi bardzo tęsknię, ale wiem, że nie chcieliby abym rozpaczała, a żebym żyła dalej i smakowała wciąż życie. Poza tym oni zawsze są obecni, duchowo, w moim sercu. 
Ta myśl mi pomaga i sprawia, że idę dalej :)
Ich odejście nastąpiło tak nagle i tak niespodziewanie, że uświadomiłam sobie jak bardzo zapominam o tym ile daje nam życie i jak warto je przeżywać. Nie popadać w chandrę z byle powodu...
Tylko przeżywać życie najlepiej jak się da!

Czasami jak się zapomnę i znów zacznę nie doceniać siebie i zapomnę o tym co ważne to wrócę do tego posta. 
Bo niestety taka jest codzienność... często po prostu zapominamy o takich prostych, a ważnych aspektach ludzkiej egzystencji. A warto zmienić tor myślenia. Czasami nie wiele trzeba, żeby było inaczej, lepiej...

Zmieńmy to!


Podróże małe i duże napędzają mnie i dają energii na kolejne, długie tygodnie...

Gruzja, czerwiec 2017



I ostatnie zdjęcie w hdr, którego nie może zabraknąć.  
Nasze miejsce na ziemi gdzie na samą myśl o nim zaczyna nam bić szybciej serce... <3
Już są dalekosiężne plany o powrocie bo tak bardzo, bardzo tęsknimy... :)
Marzą mi się ujęcia z drona tej wyjątkowej wyspy. Co jest bardzo możliwe do spełnienia, ale cii...

Minorka, wrzesień 2016.


Zdjęcia w tym poście są mocniej wyostrzone bo chciałam podkreślić akcent treści - czyli moich przemyśleń ;)


Do następnego posta!


1

22 lutego 2017

Fotografia mnie uskrzydla

Witajcie,

Po dłuższej nieobecności postanowiłam zaskoczyć Was nowym postem :)
U mnie jak zwykle sporo się dzieje. Ale może wszechświat zaczął mi w nowym roku sprzyjać i to co się dzieje jest na moją korzyść?
Tak czy siak, chciałabym oficjalnie ogłosić również tutaj, że wracam do fotografii.
Wracam do tego w czym czułam i czuję się najlepiej, do tego co nigdy mnie nie zawiodło, a zawsze mnie uskrzydlało i było moim żywiołem.

Już pod sam koniec roku 2016 pewna osoba namówiła mnie do tego abym wróciła do pasji, bo to ona jest mi teraz potrzebna. Miałam to gdzieś z tyłu głowy, ale aparat wciąż leżał schowany w torbie i nawet na niego nie spojrzałam. No poza wyjazdem do Bydgoszczy. I to by było na tyle.
Aż tu nagle pewnej styczniowej niedzieli zapukała do mnie sąsiadka z zapytaniem, że słyszała, że fotografuję i czy mogłabym zrobić kilka zdjęć wnuków na Dzień Babci. Zaniemówiłam z początku. Fotografowałam.. kiedyś. Ale w sumie co to za różnica, pewnie, że wykonam kilka zdjęć i przy okazji zrobię dobry uczynek :D 
Odkurzyłam mój leciwy sprzęt i pstryknęłam kilka zdjęć. Sfotografowałam uśmiechnięte wnuki, wszyscy zadowoleni i wdzięczni, babcia wzruszona otrzymała zdjęcie w dużym formacie, a ja ulubioną karmelową czekoladę! Chociaż wcale o nic nie prosiłam! I mimo, że od trzech miesięcy jestem na zdrowej diecie to nie odmówiłam sobie małej karmelowej kosteczki do kawy :D
 Tydzień później znów ładowałam akumulatory od aparatu bo fotografowałam salon kosmetyczny mojej koleżanki. Ponownie byłam w tym swoim fotograficznym żywiole. Ten mój ogromny entuzjazm podczas robienia zdjęć zawsze się udziela. Ekscytacja, żeby wszystko ładnie mieściło się w kadrze i zgrywało ciekawą całość, radość z samego faktu wciskania spustu migawki i fakt, że mam mnóstwo pomysłów, a na koniec czeka mnie ulubiona obróbka cyfrowa na komputerze wprowadza mnie w stan euforii. Tego nie da się opisać, ale wszyscy to widzą kiedy trzymam aparat w ręku. 
Wtedy to do mnie dotarło, zatrzymałam się na chwilę i pomyślałam, że to właśnie tym powinnam się w życiu zajmować. I nie tak jak kiedyś... że dorabiałam sobie tylko do pensji raz na jakiś czas, ale zajmować się fotografią na poważnie, zawodowo.
Nie żałuję przygody z masażem, bo dzięki temu nauczyłam się wiele, uzyskałam porządną lekcję od życia, której chyba potrzebowałam. Wzmocnił mi się charakter. Poznałam też dużo ciekawych ludzi, od których czerpałam pozytywną energię.
Nie, nie powinnam tego żałować. Zdecydowanie nie!
Lubiłam wykonywać rytuały SPA oraz masaże, ale z wielu przyczyn ta praca po prostu nie jest dla mnie. I do niej już nie wrócę...
Potem ta chwilowa zajawka informatyką, która pokazała, że ta dziedzina to dla mnie wieczna czarna magia nie ważne kto tłumaczy. Tego krótkiego epizodu też nie żałuję. Zabolał strasznie, ale był potrzebny, żeby właśnie dojść do tego miejsca co jestem teraz.
Ta skromna dawka informatycznej wiedzy, którą opanowałam przyda mi się przy edytowaniu drobnych rzeczy na własnej stronie www :)
 Fotografia była moim pierwszym wyuczonym zawodem, na chwilę go pozostawiłam, żeby spróbować w życiu czegoś innego i zdać sobie sprawę w pewnym etapie mojego życia czym chcę się ostatecznie zajmować. 


Mija już miesiąc odkąd zaczęłam robić duże działania w kierunku powrotu do fotografowania.
A działałam naprawdę na pełnych obrotach i wciąż jestem tak bardzo zmotywowana!
Przede wszystkim ponownie zaistniałam w internecie.
Założyłam darmowe portfolio fotograficzne, które wkrótce zastąpi profesjonalna strona www zrobiona przez mojego męża programistę :) 
Moje tymczasowe portfolio:
Założyłam profil na instagramie gdzie codziennie pojawia się zdjęcie dnia:
Ogłaszam się na różnych portalach (;
Zaprojektowałam swoje wizytówki, ulotki, z których nie jestem jeszcze w 100% zadowolona, ale zostało mi ich już tak mało, że wkrótce wydrukuję nowe pliczki z nowym stworzonym przez siebie projektem. Bo grunt to dobre promo swojej twórczości ;)

 Prowadzę stronę na facebook'u która rozkręca się cały czas :)
Polub mnie jeśli czytasz tego posta :)


Czytam mnóstwo poradników fotograficznych, żeby być dobra w tym co robię i mieć o tym szerokie pojęcie, a nie tylko wciskać spust migawki jak automat :)



Zbieram i tworzę rekwizyty do sesji noworodkowo-dziecięcych bo kładę spory nacisk aby ta kategoria fotografii była często przeze mnie wykonywana poza moimi ulubionymi ślubnymi oraz kobiecymi.


Czytam dużo o sesjach noworodkowo-dziecięcych bo jest to jednak spore wyzwanie :)
A chcę być profesjonalna dla każdego.
Pamiętam czasy kiedy mój (wtedy jeszcze) chłopak denerwował się, że obrabiam zdjęcia w xxx programach graficznych, a nigdy porządnie nie mogę opanować Photoshopa.
Wtedy jeszcze ignorowałam jego rady. Niestety. Ale dojrzałam :D
Teraz postanowiłam to zmienić i poznać magię Photoshopa i pracować tylko i wyłącznie w nim.
Uważam, że to jest profesjonalne ;)
A jeśli już jestem przy programie graficznym i obróbkach cyfrowych to bardzo żałuję, że nie zatrzymałam sobie surowych zdjęć, do których mogłabym wrócić za jakiś czas i obrobić je na nowo.
Mój ogromny błąd.
Z biegiem lat zmieniłam się nie tylko ja, ale też sposób odbierania fotografii.
Denerwuję się kiedy patrzę na moje stare zdjęcia i stwierdzam, że niepotrzebnie bawiłam się tak suwakami i zmieniałam kolory. To było niepotrzebne, ale jak miałam lat naście wtedy strasznie mi się to podobało.
Teraz zdecydowanie preferuję naturalniejsze, soczyste, pastelowe kolory i kontrasty. Ma być pięknie i naturalnie.
Człowiek uczy się na błędach, a ja lubię wysuwać wnioski :)

Najważniejsze jest dbanie o każdy detal, bo to właśnie efekt końcowy wpłynie na wizerunek mojej działalności i polecanie mojej twórczości osobom trzecim.
Pozwoliłam zainspirować się kolegami "po fachu" :)


I wiecie co? Nic mnie tak nie denerwuję jak pytanie znajomych czy fotografuję Nikonem lub Canonem.
Bo przecież inne firmy nie istnieją? :P
Nie Moi Drodzy, fotografuję lustrzanką SONY. Czy to takie złe?
Na taki model było mnie stać w tamtym okresie i to na SONY się uczyłam. Mówiło się, że to lustrzanki dla amatorów, a ja naprawdę wyciągałam z niego 100%.
 Nakupowałam w między czasie mnóstwo obiektywów pod mocowanie SONY i już zostałam przy tej marce.
Czas jednak wymienić swój leciwy sprzęt i w tym roku w moim foto ekwipunku pojawią się wymarzone, nikonowe foto zabawki. Nikon zawsze mnie intrygował i w końcu będę mogła go posiadać. Niby nie sprzęt czyni mistrza, ale czuję, że SONY mnie już ogranicza, chwilami nie słucha mnie wcale i czas najwyższy aby poszedł na emeryturę i wyjeżdżał ze mną tylko na wakacje.
A do wykonywania zawodu potrzebuję zdecydowanie coś profesjonalniejszego.
 Marzenia spełniają się :D

Wierzę, że moje plany ziszczą się i w końcu będę mogła spełniać się w tym co kocham.
Nie przestanę i nie odpuszczę!



Cieszę się, że mogłam z Wami się tym podzielić. To dla mnie ważne w tym momencie ;)))
Proszę Was tylko o jedno - trzymajcie mocno kciuki za mnie i za moje działania!

***

„Od zawsze ścigam światło, ono zmienia zwykłość w magię" - Trent Parke.
3

3 stycznia 2017

Krótkie podróże

Witam Was w Nowym Roku!

Długo nie czekaliście na nowy post! Aż sama jestem zdziwiona... 
W ostatnim czasie poczułam moc pozytywnej energii i pewna osoba namówiła mnie na to, żebym częściej robiła to co lubię i nie zamykała się na to. To był mój błąd! Bo to właśnie pasja mnie nastraja i pcha do przodu :)
 Idealnym mam nadzieję powrotem do pisania bloga będzie fotorelacja z naszej krótkiej podróży w Bydgoszczy, która odbyła się tuż przed Sylwestrem.
Zawsze byłam ciekawa jak jest w Bydgoszczy. Jest to zaledwie 1,5h drogi od Trójmiasta, więc nie jest daleko, a miło jest zmienić otoczenie i oderwać się od codzienności.
Zarezerwowaliśmy hotel i wyruszyliśmy w drogę :))


4

24 grudnia 2016

Życzenia świąteczne i coś jeszcze...


Kochani :) 

Za nim przejdę do życzeń świątecznych pragnę jeszcze coś dodać od siebie.
Przede wszystkim chcę przeprosić za ciszę już prawie 2 miesiące od ostatniego posta. 
Już wiele takich powrotów na bloga miałam i ciężko mi wrócić tutaj na stałe.
 Może się wypalam w blogowaniu? Sama nie wiem... 
Ale przechodzę chyba coś, co można nazwać życiowym kalejdoskopem.
Dużo się dzieje i muszę/musimy to udźwignąć :)
Nie mam więc natchnienia na pisanie kreatywnych postów. Nie mam nawet w ogóle ochoty na pisanie.
Obecnie odnajduję spokój i regenerację wewnętrzną/duchową. I teraz tego najbardziej potrzebuję...

Ściskam i pozdrawiam Was z uśmiechem i obiecuję, że jeszcze będę tutaj dawać znaki życia. 
Nawet jeśli nie będzie to częstym, stałym harmonogramem to pisanie blogów jest ze mną od ponad 10 lat. A ten obecny mimo, że widniał pod różnymi nazwami jest już ze mną aż 6 lat! Więc jestem do niego wyjątkowo przywiązana...

A teraz ślę w Waszą stronę świąteczne, szczere życzenia!

Niech to będą święta niezapomniane, spędzone wśród bliskich, z kolędą na ustach i miłością w sercu.
 Niech nie zabraknie pysznych potraw na świątecznym stole i wymarzonych prezentów pod choinką. 
Niech zabawa w Sylwestra będzie niezapomniana, 
a Nowy Rok okaże się jeszcze lepszy od poprzedniego!



4

30 października 2016

Malownicza i spokojna Minorka

Witajcie Kochani,

Dawno tutaj nie pisałam. Ale październik mija mi szalenie szybko i intensywnie. Wiele godzin ślęczenia przed komputerem sprawia, że kiedy skończę się uczyć z tego co sobie zaplanowałam, nie mam już ochoty na kolejne godziny przed monitorem. Odpoczywam w inny sposób.
W między czasie tworzyłam jeszcze 100 stron naszej fotoksiążki z podróży, żeby zdążyć przed listopadem kiedy to już w ogóle nie będę miała czasu i będę skupiona na czymś innym oraz póki emocje z podróży jeszcze trzymają i wiele pamiętam. 
Kiedy patrzę na te pochmurne, jesienne dni za oknem, zamykam oczy i przypominam sobie te cudowne, malownicze i słoneczne miejsca, które poznaliśmy na Minorce i od razu mi lepiej.
 Zebrałam się w sobie i postanowiłam w końcu stworzyć obiecanego posta z podróży. W końcu to też blog o podróżach :)) A o pięknej Minorce po prostu muszę Wam opowiedzieć!
Bo to miejsce na ziemi, do którego chcemy wracać. Tak nas zaczarowało,  że w daaalekich marzeniach planujemy tam wracać i mieszkać przez kilka miesięcy. Marzenia są po to, żeby je spełniać i do nich dążyć z całych sił. Nigdy nie są nie do zdobycia...jeśli się wierzy i bardzo chce.
 Zawsze cząstka nas chciała spróbować mieszkać przez chwilkę zagranicą i poznać inną kulturę, klimat, zwyczaje. A Minorka pokazała, że warto z nią pobyć więcej niż tylko 2 tygodnie. 
I w tym o to poście opowiem Wam co takiego Nas w niej urzekło i dlaczego chcemy tam powrócić.

Zapraszam na wspólną podróż w dalszej części posta!

4

30 września 2016

Przed ślubem, ślub, po ślubie.

Moi Drodzy,

Witam Was po prawie dwu miesięcznej nieobecności na blogu. Gdy pisałam ostatni post byłam jeszcze tuż przed ślubem.  Myślałam też, że uda mi się częściej być tutaj obecna, ale jak pojawił się ślubny tik tak to popłynęłam razem z nim :) 
Ślubne planery występowały w akcji, gdzie zaraz potem nadszedł ten długo wyczekiwany dzień ślubu, który był dla mnie dniem z pewnością niezapomnianym i przepięknym. Zleciał tak niesamowicie szybko, że aż..smutno i..tak  cicho. 
Tą pustkę wypełniła jednak nasza cudowna dwutygodniowa podróż poślubna spędzona na Balearach, czyli na urokliwej, wyjątkowej Minorce gdzie mogliśmy nareszcie wypocząć już po wszystkim.
 O Minorce opowiem Wam gdy znajdę więcej czasu w osobnym poście bo z pewnością jest co opowiadać i zdjęć niezliczona ilość do ukazania na blogu.
10 dni temu mieliśmy naszą miesięcznicę ślubu. To tylko świadczy o tym jak ten czas szybko leciJakże długie było oczekiwanie, a minął jak jedna krótka chwila i już jestem miesiąc po.
Pamiętam jak oboje zarzekaliśmy się, że ślub nic nie zmieni. Mieszkaliśmy razem już od roku, a te 9,5 lat związku to nie mało by poznać bardzo dobrze swoją druga połówkę.
Ba.. czasami On zna mnie bardziej niż ja samą siebie. Wystarczy, że na mnie spojrzy.
 Śmialiśmy się do siebie, że to po prostu tylko formalność w naszym przypadku. A jednak.. coś się zmieniło.
Po ślubie jest jakoś inaczej, ciężko mi określić co się zmieniło, nawet sposób jaki patrzymy na siebie jest inny. Może ja się czuję inaczej, bo mam przepiękną obrączkę na palcu :)  A może to świadomość, że ten mężczyzna już nie jest tylko zwykłym kimś, jest moim Mężem i stał się moją rodziną. I choćby nie wiem co musimy pokonać zawsze razem wszystkie przeciwności i ciężkie chwile. 
Coś w tym bez wątpienia jest.

I jak ktoś mnie pyta czy odnalazłam się w roli żony bez wahania i z radością odpowiadam: Pewnie, że tak! I jest mi bardzo dobrze z tym poczuciem :)

Bo udane małżeństwo wymaga wielokrotnego zakochiwania się zawsze w tej samej osobie.





2

7 sierpnia 2016

Idzie nowe.

Moi Drodzy,

Witam Was na zupełnie nowym blogu i jego odsłonie :))
Zebrałam w sobie sporo sił, żeby samemu wprowadzić tutaj takie zmiany, jednakże mam nadzieję, że efekt końcowy Wam się podoba i mój ulubiony minimalistyczny styl Was nie odstrasza. :)
 Coś takiego od dawna chodziło mi po głowie!
 Te zmiany zmotywowały mnie by do was powrócić jak najszybciej!
Będę pisać na zupełnie inne tematy niż wcześniej. Będą te poważniejsze, ale też te luźniejsze. Tematyka będzie bardziej zróżnicowana, nie będę trzymać ściśle jednego tematu.
Oczywiście każdy posty bez wyjątku będzie zawierał zdjęcia pełne kolorów, które będę robić ja.
Także zapraszam Was serdecznie na mojego bloga, który będzie nadawał różne rytmy.
Mam nadzieję, że stali czytelnicy zostaną ze mną, jak i przyfruną też Ci nowi.

Wpadajcie również na mojego instagrama gdzie jestem aktywna :)
Kliknij na ikonkę



8

4 sierpnia 2016

Reset.


Witajcie Kochani,

Nie było mnie tutaj ponad 2 miesiące. Przez ten czas bardzo dużo się wydarzyło w moim życiu. 
Taki "reset" był mi bardzo potrzebny. Oczywiście nadal odwiedzałam wasze piękne blogi i czerpałam przyjemność z ich czytania i komentowania.
Natomiast jeśli chodzi o mnie to chęć pisania o aromaterapii, o pachnących woskach i świeczkach przeminęła już dawno. Czasami czytając bloga mojej kochanej Lady Essex zatęskniłam przez chwilę aby ponownie o tym opowiadać, ale kiedy próbowałam coś stworzyć to jakoś nie mogłam cokolwiek aromatycznego dla was "wyczarować". I wiem dlaczego..
Wszystko z czasem przemija bo my też się zmieniamy. Zapachowe szaleństwo już jakiś czas temu mi przeszło i mimo, że w kominku prawie codziennie się coś pali to wypalam tylko to co zostało mi z mojej kolekcji. A obecnie otworzyłam ostatni już wosk. Aż ciężko uwierzyć, ale to prawda!
 Pewnie, że czasami coś kupię z Yankee albo Kringle, zachwycę się topiąc go w kominku i wstawię wosk w ładnej scenerii na mojego fan page, ale nie jest to tak intensywne, żeby pisać o tym na blogu. Już tak nie jest i nie będzie.
Uwielbiam blogować, ale czasami w życiu są inne priorytety i w pewnym momencie nie masz na to czasu ani chęci. W chwili obecnej nie wiem o czym mogłabym pisać. A wiem, że teraz blog jest tylko dodatkiem do social media. Ludzie nie chcą czytać długich treści. Nie ma na to czasu, za dużo tego wszystkiego. Bardziej z kolei interesują ich ciekawe fotografie np. z krótkim przekazem.
Może mogłabym pisać o samorozwoju, marzeniach, podróżach, celebrowaniu chwil lub o ciekawych miejscach.
Może, ale potrzebuję czegoś co mnie pchnie ku temu, co by sprawiło, że miałabym lekkie pióro.
Tak jak wspomniałam w moim życiu sporo się dzieje. Jestem w trakcie przebranżowienia się w zupełnie inny klimat, w takim mnie jeszcze nie było, ale wiem, że to miejsce pracy na mnie czeka i w końcu poczuję zawodową stabilizację i na tym przystanę. I będzie lepiej niż było. Tamto jest już wspomnieniem.
Zostały prawie 2 tygodnie do tak ważnego wydarzenia jakim jest mój ślub. Nie mogę się doczekać! Przebieram już nogami kiedy w końcu będę mogła założyć białą suknię ślubną i wypowiedzieć przed Bogiem przysięgę małżeńską mojemu przyszłemu mężowi. A potem rozpocząć wspólnie naszą podróż poślubną do raju.
Po ślubie też się wiele zmieni, także mój kalejdoskop wciąż jest w rytmie i nie odpuszcza.
Ciężko jest też na czas dzisiejszy stwierdzić o czym bym chciała dla Was pisać.
Wiąże się to też  z całkowitą zmianą nazwy bloga oraz jego odsłony.
Także moi Drodzy umówmy się tak, jeśli nadejdzie moment kiedy będę chciała z wami się czymś podzielić to na łamach bloga pojawi się nowy post. Nie odchodzę na zawsze ani też do odwołania.
W każdym razie potrzebuję czasu bo bardzo dużo się dzieje, raz gorzej, raz lepiej, jak to w każdym życiu bywa. A w głowie jedno wielkie zawirowanie, że ciężko stworzyć cokolwiek.
Ale będzie dobrze, nie ma opcji, żeby było inaczej. 
Wystarczy uśmiech, pozytywne nastawienie i wiara :)


6
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.